Stempelkowy Gar, czyli Bolesławieckie Święto Ceramiki


Przedostatni weekend sierpnia postanowiłam spędzić z dala od wielkomiejskiego pędu i zaszyć się w moim rodzinnym Bolesławcu. Lubię tam wracać – widok przepływającego pod wiaduktem Bobru uspokaja mnie i odpręża. Przechadzając się po Rynku nie mogę oderwać oczu od pastelowych kamienic pamiętających jeszcze czasy, w których nazywane były „Miethaus”. Zatęskniłam… Spakowałam torbę i będąc jeszcze myślami w Garze, wsiadłam do pociągu (nie)byle jakiego.

Trafiłam na 21. Bolesławieckie Święto Ceramiki – wow, moje miasto znowu opanuje szał na kolorowe gary! Przejrzałam obszerny program imprezy i postanowiłam namówić was do zobaczenia na żywo ceramiki z Bolesławca. Zakładam, że znacie charakterystyczny motyw niebiesko-białych okręgów na wypalonej glinie? ;)

Dlaczego ceramika?

Historia bolesławieckiej ceramiki sięga czasów średniowiecznych, kiedy w dorzeczy Bobru i Kwisy rozpoczęto wydobycie naturalnych glin kamionkowych. Czynna od XVI do poł. XVII w. garncarnia przy ul. Piaskowej produkowała przedmioty codziennego użytku oraz różnego rodzaju kafle piecowe, figurki czy fajki. Wyroby już wtedy dekorowano kolorowym szkliwem, dzięki czemu przedmioty zyskiwały wysoką wartość artystyczną. Garncarnie rosły jak grzyby po deszczu do tego stopnia, że pod koniec XVII wieku Bolesławiec stał się jednym z najważniejszych ośrodków ceramicznych w Europie.

_MG_1169_MG_1188Skąd się wzięły gary ze zdjęcia? Od połowy XVII wieku rzemieślnicy formowali na swych kołach głownie kuliste dzbany. Następnie polewali je glinką, dzięki której naczynie po wypaleniu zyskiwało brązowy kolor oraz nieprzesiąkliwość. Później eksperymentowano również z białą glinką, która była o wiele podatniejsza na barwniki. „Gdzie są kropki?” – zapytacie. Otóż niejaki Altman – mistrz w swoim fachu – wynalazł i jako pierwszy wprowadził bezbarwne szkliwo umożliwiające pokrycie kolorowych malunków bez ingerencji w ich strukturę. Następnie zastosował białą glinkę jako tworzywa do wytwarzania całych naczyń, nie jak dotychczas jedynie nakładek.
_MG_1175_MG_1172
Co było potem? Pod koniec XIX wieku założono zawodową Szkołę Ceramiczną, na której czele stanął sam Wilhelm Pukall – kierownik techniczny Królewskiej Manufaktury Porcelany w Berlinie. W czasie II Wojny Światowej wstrzymano produkcję naczyń ceramicznych z uwagi na słaby zbyt. Po jej zakończeniu stare wytwórnie i zakłady wznowiły działalność, zapewniając tym samym ciągłość tradycji wytwarzania kamionki na Ziemi Bolesławieckiej.

Paaanie, to nie są tanie rzeczy!

A no nie są! Obiadowy talerz to wydatek rzędu 15-30 zł. Wszystko zależy od rodzaju dekoracji, fabryki i marży sklepu. Jest to polskie rękodzieło, do produkcji którego używane są wyłącznie naturalne surowce. Mało kto wie, jaki nakład pracy stoi za chociażby małym ceramicznym kubeczkiem oraz przez ile rąk musi przejść, aby finalnie znaleźć się na półce sklepowej.
_MG_1314Naczynia formowane są w formach gipsowych przez odlewanie z masy lejnej lub formowanie z mas plastycznych. Po zaformowaniu odlewy są czyszczone, a do filiżanek i  kubków przykleja się ucha. Takie gary oddawane są do pierwszego wypalenia, którego temperatura dochodzi do 800 stopni Celsjusza. Kiedy ostygną, zostają przewożone do pracowni zdobniczej, gdzie artyści-ceramicy malują je ręcznie farbami podszkliwnymi przy użyciu stempli i pędzli. Ciekawy jest fakt, że kolor farby zmienia się pod wpływem wysokiej temperatury, przez co dekorator musi bardzo uważać, aby podczas rozrabiania farb nie pomylić ich kodu. Niebieski stempel po wypaleniu może okazać się brązowy ;) Ciapki trzeba czymś zabezpieczyć, dlatego wykonuje się szkliwienie bezbarwne, dzięki któremu dekoracje są trwałe i odporne na ścieranie. Ostatnim etapem produkcyjnym jest wypał 15-godzinny naczyń w temperaturze powyżej 1200oC._MG_1369
Za wszystkim stoją ludzie. To Bolesławianie, których na co dzień możemy spotkać na ulicy. Oczywiście że Chińczycy są tańsi, ale co z 500-letnią tradycją? Czym byłaby Ziemia Bolesławiecka bez fabryk ceramiki na swoich przedmieściach? Co stałoby się z tysiącami ludzi, którzy dzień i noc pracują w pocie czoła tworząc ikonę designu znaną na cały świecie?
_MG_1373
Po drugie za jakość opłaca się zapłacić. Jeżeli chcemy mieć gary, których wzór jest odporny na silniejsze detergenty, mycie w zmywarce oraz tarcie np. sztućców podczas krojenia jedzenia warto wydać trochę więcej pieniędzy i cieszyć oko dopóki nie wytłuczemy wszystkich naczyń. Dzięki wcześniejszemu dwukrotnemu wypałowi wszystkie ceramiczne wyroby nadają się do pieczenia oraz podgrzewania. Musimy jedynie pamiętać o wkładaniu ich przez nagrzaniem piekarnika tak, aby hartowały się dopiero w środku.
_MG_1308_MG_1315

Piątkowe rozkręcanie…

W piątek odwiedziliśmy galerię „małą Białą” mieszczącą się w budynku BOK-MCC. Zaintrygowała nas wystawa „Nowego wzornictwa w ceramice bolesławieckiej” Zakładów Ceramicznych „BOLESŁAWIEC”. Współczesna ceramika użytkowa odbiega od pierwotnego konceptu manufaktur – oko cieszyły nowatorskie wzory autorstwa Iwony Pieli, Danuty Amborskiej i Beaty Danielewicz. Swoje prace zaprezentowała również bolesławiecka artystka Janina Bany – Kozłowska – uhonorowana w tym roku srebrnym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

Znaleźliśmy tam również prace znanego polskiego projektanta Oskara Zięty, który stworzył swoją kolekcję wspólnie z Fabryką Naczyń Kamionkowych „Manufaktura”. Jego prace to połączenie tradycji ceramicznej z nowoczesnym designem, którym udowodnił, że bolesławieckie gary to nie tylko kolorowe stempelki, kwiatuszki i winogrona, choć ewidentnie inspirował się przyrodą. Najbardziej spodobała nam się dekoracja bieli z motywem maleńkich czarnych ptaków w locie.

…by w sobotę ruszyć z kopyta!

W sobotnie przedpołudnie raczyliśmy się goframi z domowym dżemem malinowym babci. Całość podano nam oczywiście na ceramicznych talerzach, ponieważ w domu nie ma innych! Swego czasu moi rodzice poczuli ducha lokalnego patriotyzmu do tego stopnia, że wymienili całą zastawę stołową na bolesławiecką.
paryska1Ruszyliśmy w teren! Odwiedziliśmy piękną Piwnicę Paryską, prowadzoną przez wyjątkowego człowieka. Właścicielem restauracji jest Bogdan Nowak – absolwent paryskiej Compagnie de Mime. Współpracował z najwybitniejszym przedstawicielem pantomimy w historii – Marcelem Marceau. Znany również jako Papa Glinolud -pomysłodawca i główny organizator Gliniady, czyli parady z miłości do gliny.
paryska2Pan Nowak ugościł nas w jednym ze swoich apartamentów i poświęcił nam bardzo dużo czasu. Opowiadał o swoim życiu: jak został mimem, dlaczego wrócił do Polski oraz o dwóch miłościach jego życia: Gliniadzie i Piwnicy Paryskiej. Wkrótce w serwisie pojawi się osobny artykuł :)

Udaliśmy się do Muzeum Ceramiki Dział Historii Miasta przy ul. Kutuzowa 14, gdzie podziwialiśmy rekonstrukcję ceramicznych kamionek oraz wyjątkowe rzeźby profesora wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta – Krzysztofa Rozpondka.
_MG_1161Wystawa Clay Story jest emanacją szczególnego stosunku do tworzywa. To swoisty dialog z gliną i odkrywanie jej potencjału oraz rozwój warsztatu. Rzeźbiarz dąży do uzyskania harmonii między bryłą, a jej powierzchnią, między charakterem masy, a metodą budowania formy i sposobem wypału.

Przed budynkiem Muzeum można było sprawdzić swoje umiejętności manualne i przez chwilę poczuć się jak artysta malując ceramiczne figurki czy zdobiąc tkaninę charakterystycznymi dla Bolesławca stempelkami._MG_1163Następnym przystankiem był „Ceramiczny zawrót głowy” czyli targi garów w samym sercu miasta. Podczas spaceru podziwialiśmy niesamowite kolekcje dekoracji w różnych kolorach. Jeżeli myślicie, że ceramika bolesławiecka to tylko dzbanki, talerze i kubki – koniecznie muszę Was wyprowadzić z błędu! Trafiliśmy na niesamowitą kolekcję…biżuterii! Wypatrzyliśmy ją na stoisku Fabryki Naczyń Kamionkowych „Manufaktura”.
kulki_MG_1322Barwne koraliki można było kupić zarówno w zrzeszonym sznurem naszyjniku lub zwyczajnie wybrać pojedyncze sztuki i stworzyć z nich własna kompozycję. Sprzedawczyni była tak uprzejma, że pozwoliła nam zrobić kilka ujęć. Prawda, że piękne?_MG_1334pierscionek_MG_1208_MG_1205

Dzień zakupów

W niedzielne popołudnie postanowiliśmy zapuścić się w nieco dalsze rejony centrum, czyli ul. Prusa, przy której odbywały się cykliczne targi staroci. Handlarze odwiedzają nasze miasto w każdą 3. niedzielę miesiąca. Na rozłożonych pledach oraz rozstawionych stołach można znaleźć prawdziwe perełki! Wystawcy sprzedają stare monety, zegary, przedmioty codziennego użytku takie jak np. młynek do pieprzu i wiele innych drobiazgów.
_MG_1215Coco Chanel powiedziała kiedyś, że „moda przemija, a styl pozostaje” – jedno ze stoisk poświęcone było modzie. Pasjonatka ubrań minionego stulecia sprzedawała tam eleganckie sukienki, spódnice i skórzane torebki z lat 50-tych, 60-tych oraz 70-tych. Wyhaczyłam tam piękną czarną baskinkę za zaledwie 50 zł! Uwielbiam takie unikaty, ponieważ mam pewność, że kiedy ją ubiorę, nie spotkam dziewczyny wyglądającej podobnie do mnie.
_MG_1220Radek z kolei dostał ceramicznego zawrotu głowy i postanowił nabyć drogą kupna swój prywatny zestaw śniadaniowy w najpopularniejszej bolesławieckiej dekoracji. Efekt? Jego śniadanie wygląda teraz tak:
_MG_1422_MG_1418_MG_1411_MG_1405Nie obyło się również bez obiadu – tym razem na moich zasadach garach:
_MG_1456_MG_1438

A wy jak spędziliście przedostatni weekend wakacji? Może ktoś z was odwiedził Bolesławiec? Czekamy na wasze komentarze :)

5.00 avg. rating (97% score) - 6 votes