Zbigniew Koźlik, czyli regionalna Lazurowa opowieść


24 września celebrowaliśmy prawdziwie wykwintny serowy czwartek! W eleganckiej Queście – restauracji wrocławskiego Best Western Plus Q Hotel, odbył się event pod znakiem ulubieńca wielu serowych smakoszy. Polski produkt zawładnął naszymi podniebieniami, popłynęliśmy na lazurowej fali przez całą wigilię dwunastu prezentowanych potraw. A wyjadaliśmy je z garów nie byle czyich, bo szanowanych kulinarnych dżentelmenów: Grzegorza Pawlika, szefa Questowej kuchni oraz Zbyszka Koźlika, głównego dowodzącego w restauracji H.P. Park Plaza, mecenasa kuchni dolnośląskiej. Ci dwaj garowi czarodzieje wprowadzili nas w lazurowy trans i sprawili, że doceniliśmy regionalne dodatki. Zobaczcie jak to było!

Wielkie kawałki sera na stole

Godzina 12.00: wkroczyliśmy do restauracyjnej sali pełnej znakomitych gości, a nasze wygłodniałe oczy od razu zwróciły się w stronę nieprzyzwoicie pięknie zastawionych stołów, prezentujących firmowe przysmaki: ogromne, apetyczne lazurowe krążki w towarzystwie chłodzących się butelek win Cerville Investments, a także inne kuszące przystawki.

Miski z przystawkami na stole

Godzina 12.15: ostatni spóźnieni goście dobiegają w pośpiechu, Barbara Szwast, organizatorka spotkania, przedstawia nam kuchennych magików: Grzegorza Pawlika i Zbyszka Koźlika, a także winiarskich specjalistów: Dariusza Szymczaka i Jacka Dydę oraz serowych przedstawicieli: Annę Skrzypiec i Krzysztofa Wróblewskiego. Poznajemy również managera restauracji, Roberta Zielińskiego. Zasiadamy niecierpliwie do białych obrusów i zaczynamy pałaszować pieczołowicie przygotowane delicje…

Kucharze rozpoczynający event

Sery pleśniowe – klasyka smaku”

Jak zachęca lazurowa broszurka, „długodojrzewające sery Lazur, już od 1959 roku, charakteryzują się subtelnym smakiem i aromatem, dzięki czemu posiadają szerokie zastosowanie kulinarne”. Reklama nie zmyliła nas, a potrawy nie zawiodły! Na delikatnym początku degustowaliśmy cztery wyśmienite, lekkie sałatki – doskonałe uzupełnienie kuchni fit. Na różnych rodzajach sałat i kiełków podawano cieciorkę, gruszki, płatki lniane, koper włoski i oczywiście gwóźdź programu – Lazur srebrzysty, błękitny, turkusowy i złocisty. Sałatki wybornie okraszono dipem z avocado, oleju dyniowego i bazylii, sosem miodowo-orzechowym oraz pistacjowo-pomarańczowym i rokitnikowym vinegrette. Brzmi niebiańsko, prawda? A to dopiero początek!

Trzy małe sałatki

Po zielonym wstępie light, zaskakującym nietypowymi, lecz trafnymi połączeniami, przyszedł czas na konkret. Byliśmy rozochoceni i bardzo ciekawi, a stół opanował Lazur na ciepło w daniach głównych. Najpierw pokrzepił nas aromatyczny schab z prosięcia w serowym sosie z dodatkiem selera, jabłka i orzechów – przepyszny! Na drugą nóżkę wsunęliśmy delikatne pulpety Lazurowo-drobiowe na kremie z warzyw – palce lizać! Jednak naszym typem były późniejsze tymbaliki z komosy ryżowej i sera w sosie grzybowym, gdzie rozpoznaliśmy wyborne opieńki! W sali restauracyjnej unosiły się pomruki zadowolenia i zachwytu, gdy serwowano ostatnie „drugie danie”: gryczane naleśniki ze szpinakiem, serem Lazur, pieczarkami i selerem naciowym. Będąc pod wielkim wrażeniem zarówno smaków, jak i estetyki podania potraw, zaczęliśmy nieśmiało marzyć o deserze…

Pulpet na różowych kiełkach

Naleśnik z pomarańczowym sosem

No i ziściło się! Ale czy na pewno? Miało być słodko, a przed nami lody o smaku… sera pleśniowego! W myśl zasady, że nic co w kuchni, nie powinno nam być obce, odważnie przystąpiliśmy do zadania. Poszukujemy teraz dodatkowych pracowników, którzy takie lody będą nam kręcić codziennie! Tymczasem deserowa etiuda nadal trwała: podsunięto nam anielsko puszyste i delikatne złociste omleciki dyniowe z pastą Lazurowo-pistacjowym – pysznie zagrane! Podczas delektowania się kolejną słodkością: bezą z kremem serowo-orzechowym i malinami, mieliśmy ochotę wparować do restauracyjnej kuchni i uściskać kucharzy :-) A przecież czekała na nas jeszcze ciepła szarlotka z Lazurem pod chrupiącą kruszonką!

Beza z truskawką

Wytrwali degustatorzy (czyli my!) mogli jeszcze nacieszyć się rozgrzewającą zupą serową z grzankami oraz wrzucić na ząb (i nie żałować) trochę serków opiekanych w cieście naleśnikowym ze słodkim sosem bakaliowym. Tych delicji na szczęście nie pozwoliła ominąć nam Aleksandra Wiśniewska (promotorka Filiżanki Smaków), która zaprosiła nas na ten wyjątkowy event i dopilnowała, żebyśmy nie opuścili go głodni. Nie moglibyśmy zapomnieć też o wybornych, subtelnych winach Cerville, które – doskonale dobrane do menu – towarzyszyły nam przez całe Lazurowe spotkanie. Szczególnie urzekł nas czerwony, wytrawny trunek z Hiszpanii oraz białe, również wytrawne wino nowozelandzkie – chcieliśmy poprosić o dużą dolewkę, ale jednak byliśmy w pracy…

Merlot i kieliszki na stole

Dlaczego regionalnie?

Czyli coś o gościu specjalnym wydarzenia i jego (nie tylko) kulinarnej misji. Bo Zbyszek Koźlik, który niezwykle apetycznie rozbudzał ciekawość gości przed każdą kolejną potrawą, służył dowcipną anegdotą i odpowiedzią na każde pytanie, przemycił również w menu swoje kucharskie przesłanie, które możemy ująć następująco: odkrywajmy rodzime skarby i jedzmy regionalnie! Owoce rokitnika, olej dyniowy, miód wrzosowy czy opieńki – to nasze rodzime skarby, zbyt rzadko doceniane! Jak mówi szef kuchni luksusowego H.P. Park Plaza we Wrocławiu – „jeśli kuchnia dolnośląska jest pokazana, podana we właściwy sposób, to z menu wybierają ją nawet znakomici zagraniczni goście hotelowi, co jest dla mnie ogromną satysfakcją nie tylko jako kucharza, ale również mieszkańca, odkrywcy i promotora tego regionu”. Zbyszek Koźlik, choć niezdarcie zaabsorbowany jest swoją misją lokalnej kuchni (do tego stopnia, że nawet nie ma czasu próbować swoich potraw), zgodził na krótką rozmowę z Garem. Oto relacja – zobaczcie!

5.00 avg. rating (96% score) - 3 votes